wtorek, 20 sierpnia 2013

Niemy spektakl trwania

Litery zawsze zdawały mi się filigranowymi figurkami pięknie ukształtowanymi, których misterność formy trzeba ująć z delikatnością, by się nie rozsypały gęstymi kroplami zniszczonego istnienia, i poustawiać w możliwie płynnie brzmiącym wierszu myśli. Tymczasem, ostatnio zdają się pustką, próżnią zawieszonego milczenia, wydmuszką, w której nie sposób znaleźć czegokolwiek, poza ładnie wykaligrafowanym zarysem niewyrażalności siebie samej. 
Nic do powiedzenia.
Nic do nazwania własnym słowami, które wymykają się cichaczem o zmierzchu obumarłego oddechu, niczym skradzione przez srokę błyskotki zdające się cennymi w blasku dnia. Jakże złudnie. Tracąc na swojej atrakcyjności w zagnieceniach czarnego aksamitu nocy.
Strach niewyrażalności drży między głuchymi ścianami milczenia. Palce straciły na lekkości dotykając liter usadowionych w rzędach czarnych kwadracików klawiszy, jak na widowni nieczynnego od dawna teatru. A przecież każda ma sobie przypisane miejsce, zawsze to samo, i zdawać by się mogło, że nawet z oczami zamkniętymi na wszelką zmienność można je odnaleźć, bez trudu, wystukując rytm dobrze znany. Dowolnie wydłużając interwał między dźwiękami płytko osadzonymi na klawiaturze uwypukleń naznaczonych miękkim dotykiem opuszków palców. Teraz jednak zdają się jedynie ciężko opadającą, głuchą kurtyną wybrzmienia. 
Przebrzmiałym. Niemym spektaklem trwania.
Szukałam podszeptu w łagodności mazurskich jezior kręgami utonięć widząc opadające słowa niezdolne do zatrzymania się na starym pomoście, niezdarnie starającym się połączyć z przeciwległym brzegiem ulotnych myśli. Próbowałam ukołysać swoją tęsknotę za ich wyraźnie wykrojonym kształtem w krągłościach przycumowanych łódek kołyszących się lekko w rozlanych na wodzie złocieniach zachodzącego słońca. Chowały się jednak za horyzontem niedościgłym dla moich dłoni rysujących smużką cienia nieosiągalność własnego pragnienia.
Wciąż wychodzę mu na przeciw. Mój niemy spektakl trwania.
A jednak…

Kiedy nie ma nic do powiedzenia, chodzi jednak o to, żeby cokolwiek tu zapisać, dla dyscypliny i porządku. Nic takiego, ale całe życie się składa z niczego takiego.

Sławomir Mrożek
"Dziennik - tom 1, 1962-1969"



piątek, 16 sierpnia 2013

Pisanie jako zjawisko odkupiające życie

"Dziennik, tom 1, 1962-1969"

Wracając do pisania: mimo wszystko coś było romantycznego (i jest) w moim do niego podejściu. Właśnie pisanie nie tyle ma być aktywnością, ile wydarzeniem. Od razu powiem: czym pisanie staje się w trakcie pisania, to już jest jego rzecz, chodzi o jego początek, o frontalne zaatakowanie problemu, o myślenie o nim przed i podczas jego procesu. Pisanie wciąż, na dnie, miało być wspaniałym kwiatem na bagnie mojego życia, zjawiskiem tajemniczym i spontanicznym, odkupiającym moje życie. Oddzielającym więc, mimo wszystko, od życia.

Sławomir Mrożek
1930-2013