sobota, 23 sierpnia 2014

Już nie widzę tej strony

Rozkosz promieni słońca wychodzących zza chmur i ogrzewających, smagane chłodnym wiatrem, zziębnięte nieco stopy. Esencja życia. Przedsmak aury odchodzącego powoli lata i ostatni łyk kawy bianco. Cienki wełniany pled na kolanach i cień palców biegnących, dla rozgrzewki, po klawiszach laptopa. Morski szum brzozowych liści i kawałek toskańskiej ziemi w dywanie wciąż kwitnącej lawendy. Moje wakacje bez podróży. Czas to sposób istnienia obiektów i wciąż rozkwitające, we mnie, "Geranium" Macieja Niemca. 
Znikają niektóre słowa, pojawiają się inne, nie znikają palacze 
Tytoniu.
Gdzieś w kawiarnianym gwarze paryskich uliczek zastyga w niedopaleniu ostatnie zachłyśnięcie się gęstym dymem marnej jakości nikotyny. Uzależnienie białą mgła oddechu znika za rogiem kartki. Pusty kieliszek.
- To detal; ważne, że na otwartym powietrzu niełatwo już
Wypić nawet za najgorsze życzenia pod nieistniejącym 
Adresem.  Zimno, po prostu zimno. Trzeba zmienić lokal
Tym bardziej, że się od dawna nie pije.
Suchość moich warg. Oswajam architekturę i nazwy ulic. Błądzę. Zmierzch nie zamknął się ponad ogrodami Trocadéro z sylwetką Palais de Chaillot. Śladem bytności człowieka. Z policzka ocieram krople wody z pobliskiej fontanny nieruchomo niewzruszonej wobec mojego zagubienia. Wyrzucam dziurawy parasol by pod jego cieniem nie zgubić z pola widzenia poetyckich ścieżek Macieja Niemca. Moje z nim obcowanie. Znaleziony krótki film. Jego głos. Dwa wiersze. Dźwięk niemożliwej do opisania rzeczywistości istnienia. Pod wyciągniętym zbytnio swetrem chowam własną sylwetkę. Znikam w zarysie kogoś, kogo spostrzegam w szybie uchylonych drzwi na taras. Wróble ćwierkają swoją bajkę. Słońce samotnie przechadza się na drugą stronę ogrodu obnażając chłód moich stóp i niezgrabny kształt rosnącego na przekór wszelkim nieprzychylnościom "drzewka szczęścia". Crassula arborescens. Chowam do koperty kilka grubych i lśniących liści. 
Adres. 
Paryż. 
Cmentarz Père-Lachaise. Ogrody Trocadéro
Gdziekolwiek jesteś.

Tak, niekiedy przychodzę tu, pisać. Wokół koczują
Różnojęzyczne plemiona, na wąskich terenach
Oddzielonych krzewami i zadbanym trawnikiem 
(...)
Jesteśmy w Paryżu, gdzie robi się owies z ryżu. Dzisiaj mniej
Wzruszeń: że mam zziębnięte dłonie; że nie ma takiego
Miejsca, dokąd chciałbym pójść; że już nie widzę tej strony. 
(...)
Pani nigdy poznać nie chciała, może tylko w owych wyjących
Snach, kiedy tak szybko po ciemku wracała do mnie. 
(...)
- Wychodziłem z metra na duży plac Trocadéro,
By spotkać inną. Trochę potargany, może już stary.


fragmenty wiersza Macieja Niemca
Ogrody Trocadero
z tomiku "Geranium"
wyd. Instytut Miłkowski, 2014

sobota, 16 sierpnia 2014

Między warstwami rogalika

W wazonie uschniętych myśli już nie zakwitnie
pobudzona skroploną rozterką, troska
spójrz jutrzenka jasności zawstydzona
pozostałością dnia okruszkami porannego rogalika
w kącie opustoszałego ganku, odchodzi
załamaniem światła uchyla słońce zachodzące za cieniem
nienazwanej nadziei
zbyt długie noce duszące gęstością, warstwy
splecionego rumianego ciasta odwijane delikatnie
jak mankiet przydługiej wyblakłej koszuli, w kropli
krwi śladem zbolałego zgięciem nadgarstka, chłód
zanurza się wstydem  nad obrazem świtu obejmującego, ramiona
nadwątlone wskazywaniem prześlizgującego się czasu
wybitego na starym zegarze dojrzałości smaku
rogalik spogląda półuśmiechem na talerzyku przemijalności
zapomnianej konfitury z dzikiej róży i płatków przekwitłej malwy