sobota, 21 lipca 2012

W zagięciach kartek

Piątkowy wieczór oparł się zmęczony o fotel, chowając zagniecenia z całego tygodnia pod miękkość wełnianego koca. Spracowane dłonie wtulił pod grubą warstwą oliwkowego kremu. Gaszę mikroskopijne rozproszenie przyglądające mu się przenikliwie spod pochylonego klosza jednonogiej lampki.
Otwieram "Dziennik" Sławomira Mrożka rozmyślając o chwilach, kiedy moje słowa tylko czekają, aby umościć się wygodnie na kartce, pragnąc wyślizgnąć się z ograniczającego kokona myśli i wybrzmieć w takt osiadających na bieli liter. Niby łaskoczą, podrażniają podniebienie, a kiedy już im pozwolić utkać własną historię, nie potrafią udźwignąć tego, co chciały sobą wyrazić. Rozkruszają się na drobinki czarnego pyłu, nic nie znaczącego, ot, takie ślady po rozlanym mleku.
Kiedy myślimy, wiemy, o co nam chodzi, kiedy mówimy, kiedy już powiemy, zostajemy trochę rozczarowani - notował sam Sławomir Mrożek w swoim "Dzienniku".
Jakże przykrym jest pozwolenie na zapisanie tego rozczarowania. Lepiej było pozwolić się im utopić w niewypowiedzeniu niż zostawić po sobie piętno niepotrzebnej bytności. Trudno. Może innym razem będę potrafiła ułożyć je w zgrabniejszą formę, architektoniczną konstrukcję zdań, które uniosą coś więcej niż ciężko osiadające elementy słowotwórcze. 
Tymczasem noc minęła bez słów. W głuchej ciemności ścielącej się nieprzeniknionym welonem ponad dachami zapadniętych w bezruchu domostw.
Obudziłam się dotykając dłońmi powierzchni słonecznego poranka. Palce wtopiły się w ciepły rumieniec na poduszce. Zasłona lekko poruszana delikatnymi podmuchami wiatru współistniała z oddechem budzącego się dnia. Spokój. Cisza. Przysiadła na parapecie, jak kot który udaje posążek sfinksa. Ściągnęłam z oparcia krzesła sukienkę w rozkwitłe maki. Brzuchate winogrona w purpurowych koszulkach wylegiwały się leniwie na półmisku. Pozbawione pestek były wadliwie idealne. Nic w nich nie było do rozgryzienia. Nazbyt oczywiste i smakowite. Mięta ukwieciła wierzchołek giętkiej gałązki blado-liliowymi puszkami. Dzień zapowiadał się barwnie, jak na moją skromną paletę kolorów weekendowych.
Zabieganie mijającego tygodnia roztapia się niczym masło na ciepłej grzance. Kawa na tarasie w otulinie waniliowego smaku. Chłodno. Rozchylone kielichy malw kuszą mgiełką rozbielonych płatków, niczym spódniczki baletnic. Szpaki odlatując strzepują ze skrzydeł łyk słodkiego nektaru poranka. U stóp lawenda roztacza czułe pragnienie wybrania się do Toskanii. Zbyt łatwe skojarzenie wręcz boli, jak rana na wypalonym ognisku po wygasłych marzeniach. Ostatnio nawet do nich nie mam siły. Snuć, rozwijać je  niczym drogę nie do przebycia, zbyt odlegle rozrysowaną na mapie nieosiągalności. Kolejna, nieudolna próba zmierzenia się ze sztuką kartografii. Jeszcze tyle muszę się nauczyć.
Utknęłam w zagięciach kartek próbując nanieść, choćby szkic, najbliższych dwóch dni, wypełniając je po gładko obrysowane brzegi nocy. Odczuwaniem, zapachem, smakiem  naiwnej wiary w nieulotność doznań, nieprzemijalność uczuć. Zaszeleściło. Opasły tom wspomnień ledwo mieści się w dłoniach. Niełatwo unieść taką różnorodność emocji, uczuć. Tyle warstw, zapisków, notatek, uchwyconych spojrzeń na siebie samego, na ten nieprzenikniony byt w pisarstwie spostrzegany jako udręka i błogosławieństwo zarazem. Niepokora. Bunt. Wrażliwość obserwacji. Ironia. Szyderstwo. Tęsknota. Intuicja. Gruba podszewka uczuć, których nie potrafię w sobie pomieścić, ułożyć w zgodną całość. Targają mną zmienne uczucia. Aura Mrożka. Nieprzewidywalna. Pełna słońca, deszczu, gradu, ciemnych chmur i śnieżnobiałych obłoków. Intryguje. Kusi. Złości. Rozczula. To jak ciągłe wchodzenie pod drabinie, stąpając szczebelek po szczebelku i kiedy już mam wrażenie, że stopa stoi bezpiecznie, nagle się zsuwa. Jak jednak chwiejna ta równowaga.
Znowu od początku. Wspinaczka. Zresztą nie tylko, bo drążenie tunelu tożsamości Sławomira Mrożka odbywa się na tak wielu poziomach, tak wielu płaszczyznach przynależności do siebie, sztuki, świata, swojego pisarstwa. Podglądam jak stawia każdą literę, słowo. Zamaszyście. Szybko. Zawadiacko. Leniwie. Mogłoby się zdawać, że czasami łapie swoje myśli naprędce od niechcenia, tworzy z nich poplątane włóczki, by za moment nitka po nitce, jakże precyzyjnie tkac z nich wielobarwność stron swojego życia, garnitur ze wszystkich dni, miesięcy. Chwilami cierpkie. Jak zielone winogrona pełne drobnych pestek. Najprzyjemniej móc je rozgryzać. Jak rozgryźć Sławomira Mrożka?
Rozmaicie. Jak porażenie ośrodka centralnego nerwów. Czuję się aż w nerwach najbardziej peryferyjnych.

fragmenty z I tomu
Sławomir Mrożek "Dziennik 1962-1969"
wyd. Wydawnictwo Literackie, 2010





16 komentarzy:

  1. malgosiu ! jak rozgryzc czlowieka. nic nie jest tak, jak myslalam. to co widze jest tafla wody i zbyt pozno zanurzylam sie glebiej. czlowiek to nie tylko jego rutyna codziennosci, to klebek marzen, mysli, strachu, okrucienstwa. tak pozno zrozumilam , ze zycie to cos wiecej anizeli in i out, opakownie z czekolady. zycie to cierpliwosc wysluchania drugiego czlowieka to lancuszek reakcji ludzkich i dazenie do wewnetrznej rownowagi z samym soba. totalna akceptacja.
    sciskam, zyczac pieknej niedzieli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I własnie ten dar jakim jest możliwośc wsłuchiwania się w drugiego czlowieka, w tym zyciu, uwielbiam najbardziej :) I nigdy nie jest za późno. Sciskam Cię cieplutko w tę słoneczną niedzielę.

      Usuń
    2. fakt , pogoda dopisala i wzielam aparat i w plener ;-) moze zauwazylas , ze na moim blogu jest link na moj blog fotograficzny. jakos ostatnio sie wyciszam i bawie w zdjecia. urlopowo mi... chociaz urlop bedzie dopiero we wrzesniu - pozdrawiam

      Usuń
    3. Biegnę zatem oglądac zdjęcia. Nastrajaj się urlopowo, do września jeszcze chwila, a ja w sierpniu będę się delektowac oderwaniem od pracy. Uściski na nowy tydzien :)

      Usuń
  2. Jak cudnie obierasz proste sprawy w słowa...dziękuję, że mogę to czytać...

    serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję, że tu jesteś i mogę także z Tobą dzielic się tymi drobinkami mojej codzienności. Serdeczności przesyłam :)

      Usuń
  3. Sławomir Mrożek....moja fascynacja tym pisarzem trwa już od wielu lat...Jego "Dzienniki" na pewno muszą być niezmiernie ciekawe...mam nadzieję, że kiedyś do nich dotrę. Dziękuję Małgosiu za tę recenzję...ciągle mnie inspirujesz i jestem Ci za to bardzo wdzięczna...Lawenda...prawie poczułam jej zapach:))) Ściskam Cię najmocniej i życzę cieplejszego, niż ten miniony tygodnia:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Genevieve, zatem koniecznie powinnaś sięgnąc po "Dzienniki". To szalenie intrygujący zapis rozważań na twórczością, życiem, samym sobą, bardzo poruszający na wielu emocjonalnych płaszczyznach. Dziękuję za Twoje odwiedziny, czyżbyś się wyrwała ze swojego zacisza? Uściski i ucałowania :))

      Usuń
    2. Wyrywam się, kiedy tylko mogę...wczoraj i dziś też...ale za chwilkę znów zaszyję się w mej samotni, skąd posyłam do Ciebie me serdeczne myśli:)))

      Usuń
    3. Ja też wysyłam serdeczności moc do Twojej samotni :) Uściski!

      Usuń
  4. Ależ to rozgryzanie jest przyjemne, a przyjemność tym większa im bardziej nieoczywistym smak się staje i zamiast obiecanej słodyczy goryczkę z nutą melancholii i tajemnicy przynosi. A jak Mrożek to myślenie abstrakcyjne i teatr absurdu... uwielbiam :-) Małgosiu niesamowita jesteś, dziękuję Ci bardzo za te wszystkie literackie inspiracje. Serdeczności przesyłam :-)Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominiczko, to ja dziękuję, bo tak pięknie móc się z Tobą dzielic tymi moimi niezgrabnymi zachwytami, i tak wypuszczac niteczki w strone Twojego Siedliska, i niczym pajączynder, łapac nieco z tego sielskiego zakątka dla siebie. Serdecznie Cię pozdrawiam :)))

      Usuń
  5. Małgosiu, wszystkim jest trudno ubierać myśli w słowa, nawet wielkiemu Mrożkowi, ale garderoba Twoich rozmyślań to szafa pełna przepysznych krojów, barwnych i niepowtarzalnych tkanin, cudowności karmiących wyobraźnię i stymulujących zmysły,nasycających otoczenie niemal namacalnym duchem opisywanych wrażeń:-) uwielbiam Cię czytać, bo nikt tak jak Ty nie przeniesie mnie w świat literackich fascynacji:-))Ściskam Cię jak najserdeczniej:-)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Elu Kochana, słów mi zabrakło... dziękuję z całego serca :))) Dobrze, że mam odważniczki dookoła, które mnie przytrzymują przy ziemi, bo inaczej dzisiaj bym pofrunęła bardzo wysoko :))) A za to uczucie rozłożonych szeroko skrzydeł najmocniej dziękuję. Ściskam Cię gorąco :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się całkowicie życie to cierpliwość ,oczekiwania słuchania ,przeżywania ,mozolnego działania .Nawet nie podejrzewamy siebie o takie pokłady cierpliwości a jednak
    dzień po dniu właśnie cierpliwość pozwala nam trwać i jednocześnie przemijać .
    Pozdrawiam życzliwie ,cierpliwie i ochoczo:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie samej wciąż przychodzi uczyc się cierpliwości i chyba nieco paradoksalnie im jestem starasz i tego czasu zostaje mi mniej, tym więcej we mnie cierpliwości. Pozdrawiam Cię najserdeczniej Molekułko :)))

      Usuń