środa, 2 marca 2011

On stoi wśród nas


Pejzaż ukraiński i mazowiecki posiada wiele cech wspólnych, mimo iż pozornie różnią się krańcowo. Wspólnotę ich można by było nazwać raczej natury emocjonalnej (...) Jeśli zechcemy znaleźć to coś, co łączy pejzaż mazowiecki z ukraińskim, musimy się od zewnętrznych oderwać przedmiotów. Zarówno w zróżnicowaniu Mazowsza, jak w tamtym scałkowanym mieszka pewna dusza, która się ni stąd, ni zowąd nieraz w pieśni, w melodii, w poezji wyrywa. Dusza ta jest zarazem moją duszą. Nazywa się "melancholia".
I taka dusza pełna melancholii wyrywała się z rozmodlonych dźwięków cerkiewnych pieśni i melodii ukraińskich dumek, w stawiskowym domu wtopionym w mazowieckim pejzażu. Ni stąd, ni zowąd, raz w pieśni, a raz to w melodii, kryła się błogosławiona cisza lub brzmiące donośnym głosem wołanie przepełnione pragnieniem rozpoznania Boga i wychwalenia Imienia Jego. To jednoczesne przeniesienie się, na pięciolinii dźwięków, w klimat ukraińskich stepów, rozpostartych na skraju kawałka ziemi wznoszącego swoją głowę ponad wierzchołkami gór,
a stopami dotykającego brzegu kryjącego się w morskich falach. Tych przypływających jak słodkie wspomnienie z dzieciństwa i tych pobudzanych bryzą rześkiego oddechu lat młodości.
Nie przypominam sobie epoki w życiu, w której nic nie pisząc, nie układając wierszy, oddychałbym tak bardzo atmosferą poezji – napisał Jarosław Iwaszkiewicz o lecie spędzonym w Stawiszczu, określając ówczesną atmosferę tego miejsca mianem cieplarnianej i przesyconej zmysłami. Samych dni, drzew, kwiatów młody poeta doznawał jak niezapomnianych poematów, piękniejszych niż te ubrane w słowa”.
A mnie samej trudno ubrać w słowa atmosferę poetyckiej niedzieli spędzonej na Stawisku, kiedy to: „Dom-Muzeum, mimo upływu lat od śmierci Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów, sprawia wrażenie, jakby Gospodarze byli tylko chwilowo nieobecni”. Koncert w wykonaniu Męskiego Zespołu Muzyki Cerkiewnej pod dyrekcją ks. Jerzego Szurbaka rozpromieniał chwalebną radością ku czci Pana lub tulił do serca delikatnym kołysaniem modlitwy do Najświętszej Panienki. Zamykając oczy można było skryć się, nieśmiało, w przygaszonym przedsionku drewnianej cerkwi, wyciągającej ku niebu swoje kopuły jak ręce złożone do modlitwy, by za moment doznać olśniewającej iluminacji rozpraszającej wszelkie ciemności, takze te schowane głęboko we mnie samej. To jakby spojrzeć w oczy ikon połyskujących złoceniami jak płomykami świec, zatopionymi w pięknych kroplach czerwieni, skrytych pod aureolą niewinnej bieli. Jak wczytanie się w zapisaną w niebieskich odcieniach, duchowość, która melancholijnie wkradała się w nieuchwytną materię mojej duszy.
Wszystko to zdawało się być powrotem do źródła, do początku jestestwa, do domu, tego noszonego w sobie, tego mieszkającego w zakamarkach stawiskowych pokoi, pełnych, w ten szczególny wieczór, wciąż żywej pamięci o nieistniejącym już, w ukraińskim Kaliniku, świadku narodzin Wielkiego Pisarza. Ale także tego stojącego na mazowieckiej ziemi, wśród starych drzew szumiących powrotami do lat minionych. I powrotów tych było tak wiele, i wciąż trwają, wijąc się wśród bezdroży, ścieżkami pejzaży dni, których teraz doświadczamy. Te ujęte w okładkach nowej książki "Jarosław Iwaszkiewicz i Ukraina", czy te wciąż płonne, pełne nostalgii, skreślone ręką przybranego syna Pisarza, pana Wiesława Kępińskiego:
Rok 1960. Minęło prawie pięć lat jak wyniosłem się ze Stawiska. Ale będę często bywał (obiecuję sobie) w moim dawnym domu. I nie, jako gość. Nie musiałem dzwonić, że przyjadę. Po prostu jechałem. Przy większych przyjęciach uczestniczyłem nie tylko po to, żeby dobrze zjeść, lecz także by poznać nowych ludzi, posłuchać ciekawych rozmów i pomóc w tym wszystkim. Nigdy nie zatracę więzi ze Stawiskiem, aż do śmierci. Ważne słowa, ale prawdziwe.Rok 2011. Minęło dokładnie trzydzieści jeden lat jak odszedł Jarosław Iwaszkiewicz, a moje myśli biegną dziś, ku Niemu, lipową aleją.

On stoi wśród nas. Olbrzymi. On zdążył ufedrować
To drugie życie, które trwa przez tysiące lat.
Narody trzy po nim płaczą, a ludzkość będzie świętować
Ten dzień, kiedy matka wydała go światu.
cytowane fragmenty pochodzą z następujących źródeł:
"Twórczość", luty 2011:
Evviva l'arte - Radosław Romaniuk
Moje Stawisko - Wiesław Kępiński
Stawisko - z muzeum do Domu - Małgorzata Zawadzka
książka "Jarosław Iwaszkiewicz i Ukraina"
w opracowaniu Roberta Papieskiego

wyd. Muzeum A.J. Iwaszkiewiczów w Stawisku, 2011
oraz fragment wiersza Iwaszkiewicz Dmytra Pawłyczki
w tłumczeniu Bohdana Zadury

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz