piątek, 4 lutego 2011

Trącił mnie anioł


Moja wieś dziś znowu nieco przyprószona siwizną, otulona szalem przejmującego chłodu, który czyhał w każdym zakątku: za rogiem opustoszałego sklepu, w uśpionych, przydomowych ogrodach, między drzewami, które same bezwstydnie ogołocone z letnio-jesiennej kolekcji, skłonne były przyodziać się, choćby, w chłodny oddech zimowego powietrza, niż tak stać nagusieńkie obnosząc jedynie swoje zawstydzenie.
Mimo namiętnych porywów wiatru, mój ogród wydał się spokojny, drzemiący w ciszy wieczoru i połyskujący świeżutko położoną pierzynką śniegu mieniącego się w świetle przydrożnej lampy przyozdobionej białą czapą, wysmukłej i samotnej, zaglądającej tęsknie do okien pobliskich domów. Spojrzałam na śnieg w ogrodzie, który tworzył, miejscami, zbite grudki przypominające kształtem kokony jedwabników.
"Hervé Joncour miał 32 lata.
Kupował i sprzedawał. Jedwabniki",  a od wczoraj zamieszkał ze mną. Na chwilę porzucił Lavilledieu, przysiadł z filiżanką herbaty i zaczął opowiadać swoją historię:
"Francja, podróże morskie, zapach morw w Lavilledieu, pociągi parowe, głos Hélène. Hervé Joncour opowiadał nadal o swoim życiu, jak nigdy jeszcze tego w swoim życiu nie robił."
W niewielkich rozmiarów książeczce skrywa się  historia miłosna. Ale gdyby tylko o to chodziło, nie warto byłoby opowiadać. Są tu pragnienia i cierpienia, które znasz dobrze, ale nie znajdujesz słowa zdolnego je wyrazić.I mnie trudno znaleźć słowa, które wyraziłyby magię jaka kryje się w "Jedwabiu" Alessandra Baricco, w utkanej z prostych słów melodii, bo każda historia ma swoją muzykę. Ta ma muzykę białą. Trzeba to koniecznie powiedzieć, bo biała muzyka jest muzyką dziwną, czasami cię zaskakuje: gra się ją cicho i tańczy powoli. Jeśli jest dobrze grana, masz wrażenie, że słyszysz muzykę ciszy, a znakomici tancerze wydają ci się nieruchomi.Zatem nieruchoma, niezdolna do żadnego gestu, skupiona na ciszy słowa, na bieli i jedwabnej delikatności materii jaką stworzył Alessandro Baricco wtapiam się w dźwięki tej białej muzyki skrytej na prowincji dziewiętnastowiecznej Francji, gdzie Hervé " (...) wieczorem przesiadywał długo obok żony Hélène na werandzie swojego domu. Ona czytała na głos jakąś książkę, a on czuł się szczęśliwy, bo myślał, że na całym świecie nie ma piękniejszego głosu".
I choć mój głos lepiej brzmi w skrytości swojej własnej, to może pokuszę się o przyjemność przeczytania sobie samej tej niedużej książeczki na głos, tak jak kiedyś czyniła to moja Babunia czytając mi do snu. Ona była moją Pierwszą Książką, dźwiękiem każdej nakreślonej litery na niewidocznej pięciolinii, muzyką słów, bez których dzisiaj nie umiem żyć.
Tymczasem krople deszczu bębnią o szyby okien wystukując własną melodię. "Życie jak deszcz spływało przed jego oczami: widok pełen spokoju".
Siadam przy kominku przywołując w pamięci słowa Jarosława Iwaszkiewicza: Fotel wygodny. Wtulenie się. Ukochaność (...) Mieszkanie starodawne. Deszcze nieznośne. Utracenie się.Jak tylko można ukochać utracanie się w muzyce słów.

Koło południa
trącił mnie anioł
stań zjedz
cekin słońca
i biegnij za wierszem
nie wyczerpie się
deszcz łez

fragmenty z książki "Jedwab" Alessandro Baricco, wyd. Czytelnik 2009
cytat z prozy poetyckiej "Nasza Droga" Jarosława Iwaszkiewicza, wyd. Czytelnik 1958
wiersz Edy Ostrowskiej -"Twórczość", czerwiec 2010

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz