środa, 12 stycznia 2011

Między drzewami


Na kuchennym parapecie stoi mała doniczka z bazylią rozsiewającą swój aromatyczny zapach. Na pewno lubi przez okno obserwować biegające wesoło psiaki o poranku, dzieci z lubością wskakujące do kałuż na nierównej ścieżce, samochody sunące sennie w stronę gwarnego miasta. Może nocami rozmawia z księżycem i przegląda się w błyszczących oczach gwiazd. Jej zielone listki, każdy z nich, mógłby być inną historią, zapisem niecodziennych obserwacji. I takie też zielone listki miałam kiedyś w internetowej otchłani. Po prostu przystanęłam kiedyś przed drzwiami do zielonego zakątka pachnącego farbą drukarską wydobywającą się spomiędzy kartek prezentowanych tam książek, opowiadającego zwykłe ludzkie historie i całkiem niezwykłe kocie, przepojonego wrażliwością, jak jesień deszczowymi kroplami i niosącego nadzieję, jak promienie budzącego się słońca wiosną, niosącego szept skrzypiących desek teatralnych. Tam można było wejść z filiżanką kawy w ręku, by przysiąść przy zamyślonym Kafce notującym skrupulatnie swoje myśli. Delektować się codziennym przebywaniem „Z Kafką przy kawce”. Tam pierwszy raz usłyszałam Wierę Gran, tam skulona cichutko między linijkami wierszy pozwoliłam, już na zawsze, uwieść się Annie Boleckiej, a przecież tych zachwytów było tyleż więcej. Stamtąd do mojego kalendarzyka trafiały tytuły spektakli koniecznych do przeżycia, to stamtąd wydreptałam swoją ścieżkę do ulubionego teatru. Ten zielony zaułek stał się uzależnieniem.
Potem jakby przekorny los odebrał mi to miejsce, schronienie przed biegiem codzienności. Listki przestały opowiadać. Zamknęły się drzwi i choć zdawałoby się, że dzierżę w dłoni wiele kluczy, które kiedyś otworzyły przede mną niejeden pokój dający schronienie niezwykłym wspomnieniom, mnie ofiarowując nieprzeciętną gamę zachwytów, to do tych drzwi zielonego zaułka klucza nie było. Tak jak nie było już klucza do mojego ulubionego teatru. Koniec.
Ale przecież każdy koniec zdaje się być jednocześnie czegoś początkiem, więc czekałam. Mijały miesiące. Ratowałam się przekraczając „Zwierciadlane”, comiesięczne, „tereny pod ochroną”, sama szukając tam schronienia dla swojego uzależnienia.
Tak nastał nowy rok, obudziła się nowa nadzieja, otworzył nowy rozdział. I powstał nowy zakątek, który znowu powiedzie na fascynujące literackie i teatralne szlaki, gdzie codzienność będzie całkiem niecodzienna. Tam będzie się chodziło boso, by poczuć pod stopami każdy najdrobniejszy kamyk będący słowem, które być może zaprowadzi kogoś do ulubionej książki lub ulubionego spektaklu teatralnego. Gdzie dreptać się będzie ulubioną alejką, spacerować między drzewami, chowając się przed deszczem pod parasolem rozłożystych gałęzi lub wystawiając twarz ku promieniom słońca ślizgającym się beztrosko między zielonymi liskami. Stanie się ulubionym miejscem, całkowitym uzależnieniem. Dla każdego to może być początek pięknej, wspólnej drogi. Może się tam spotkamy, miniemy w zadumaniu.
Ten nowy zakątek to:
http://remigiusz-grzela.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz