poniedziałek, 4 czerwca 2012

Przełamując swój intymny świat wewnętrzny

Naprawdę w nocy, przy przebudzeniach, myślę innymi warstwami siebie, i to, co się w nocy jakby rodzi, jak tylko wchodzę w życie praktyczne, w stosunki między ludźmi, w pracę powiązaną z konkretnymi planami (pośpiech, telefony, listy żądające natychmiastowej odpowiedzi), i człowiek obrasta jakąś skorupą, bez której każdy czyn praktyczny mi się zdaje niemożliwy. Ale skorupa, która obrasta myśli tamtejszej nocy, powoduje, że po jakiemuś te myśli przestają istnieć w sensie żywego, wewnętrznego w tobie istnienia. Więc znowu stwierdzam zupełną niezdolność ogarnięcia w sobie tej  j e d n o ś c i,  jedności życia wśród tłumu i niepodległej samotności.

Senność gęsto przylgnęła dzisiaj do powiek łapiąc się rzęs, jak szczebelków ograniczających zsuwanie się kołdry podszytej niedospaniem. Nazbyt niskie ciśnienie rozwinęło się ciężkim welonem wilgoci w oknach. Szukałam przebudzenia z zamkniętymi oczami, stopami próbując wyczuć nastrój leniwie przeciągającego się poranka. Śpiąco. Zapragnęłam jeszcze złapać za rąbek odsuwającej się noc, wtulić w jej ciepłą senność, gęstość snów, nieprzeniknioną ciszę, która jak grube płótno przyjmowała wszelkie odgłosy i barwy życia jedynie powierzchownie, bo gdy ją rozkroić, ostrzem spadającej gwiazdy, ukazałaby się jedynie aksamitna gładkość ciemności. Nieprzenikliwość.
Dzień. Świtało uwydatniało nieszczelności w okiennicach. Zapragnęłam, jak Józef Czapski, rozpocząć nowy dzień słowem "przebudzenie", które jednak, jak bańka mydlana, pękło jeszcze przed wypowiedzeniem i  opadało przemokniętymi od deszczu kroplami bezdźwięcznego ziewnięcia. Pierwszy, płytki oddech poranka przylgnął lekko do poduszki. 
Józef Czapski. Powracający do mnie nieskończenie. Jeden z "pisarzy zbójnieckie" Wojciecha Karpińskiego. Dla mnie, obok Jarosława Iwaszkiewicza i Konstantego Aleksandra Jeleńskiego, jeden z najważniejszych twórców w moim własnym, wewnętrznym świecie. Jego ‘Wyrwane strony’ nieprzerwanie kruszą się w drobne płatki opadając na usta, przydając im uśmiech zawstydzenia, że tak często je wypowiadam. Wszak przysłaniam nimi bladość swoich warg. Próbuję uwypuklić każde słowo. Czasem przygryzam usta, jakbym chciałam skosztować plastyczności z jaką malował świat i swoją w nim czułą sylwetkę, bo jakże smakowite było jego dążenie do doskonałości, artystycznej i życiowej. Ciągłe dobieranie odpowiednich farb i kolorów. Nadawanie kształtów.
I jego ciągłe "przebudzenia". Do nowego dnia, nowego obrazu, barwy, sceny uchwyconej w zatłoczonym paryskim metrze tętniącym porannym pośpiechem, kawiarni spoglądającej wielkim oczami na pędzące przed nią samochodami ulice. Na lustra, w których próbował dostrzec fragmenty samego siebie.
Cienie. Oczekiwanie. Walka, o kolejne przebudzenie, w sobie i dla siebie.
Tymczasem ja, nie mogłam się dzisiaj przebudzić. Ani do siebie, ani do otaczającego mnie świata. Przemoczonego przenikliwością. Jadąc do pracy patrzyłam obojętnie jak krople deszczu łączyły ze sobą niewzruszone, pośpiesznymi krokami przechodniów, pęknięcia w chodnikach. Jak rozłożyste parasole łączyły ze sobą całkiem obcych sobie ludzi, a aura łączyła się z niepogodą mojej duszy. Skulonej pod kołdrą niewyspania. Wewnętrznej samotności zamkniętej w skorupie obrosłej obumarłymi, w świetle dnia, myślami.
Już wieczór, przywitał mnie u progu domu. Dzień utonął niepostrzeżenie. Został jedynie mało widzialnym kręgiem w kałuży deszczu.
Noc drepcze po schodach szurając skrawkami zachodzącego dnia.
Jak zdobyć tę zdolność myślenia innymi warstwami siebie?

[...] wybieram parę książek, tak bardzo różnych światopoglądem, klimatem, a tak bliskich w czymś najważniejszym, w widzeniu najbardziej generalnych zagadnień, w przełamaniu poprzez swój intymny świat wewnętrzny.

fragmenty książki "Wyrwane strony" Józefa Czapskiego
oraz "Książki zbójeckie" Wojciecha Karpińskiego (cytat z "Ja" Józefa Czapskiego)
wyd. Fundacja Zeszytów Literackich

8 komentarzy:

  1. Rozumiem, że można czuć się wyobcowanym nawet w tłumie, ale ja bym nie umiała tak zachwycać się własnym światem wewnętrznym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachwyt... gdzie on jest? Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. ...Walka, o kolejne przebudzenie, w sobie i dla siebie.
    Tymczasem ja, nie mogłam się dzisiaj przebudzić. Ani do siebie, ani do otaczającego mnie świata. Przemoczonego przenikliwością. Jadąc do pracy patrzyłam obojętnie jak krople deszczu łączyły ze sobą niewzruszone...
    czytam to co piszesz i jest mi to takie bliskie. przychodza takie chwile, kiedy szukam mysli, checi, sensu, cos co bylo pewnoscia nagle rozplywa sie. nowe mysli, przewartosciowania, a z wiekiem inny punkt widzenia. aby dojsc do zdrowej mieszanki dzialan i uczucia nalezy sie zamknac w sobie rownoczesnie majac oczy otwarte. nie ma chyba rozwoju jednostki poprzez calkowita izolacje... byloby fajnie sobie porozmawiac ;-))))... pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że te izolacje są potrzebne, aby z jeszcze bardziej otwartymi oczami wejść w tłum i móc zauważać to, co najistotniejsze, ale to jest już wyższy poziom myślenia sobą :) Oj, fajnie by było sobie porozmawiać, kto wie, może kiedyś :))) serdeczności

      Usuń
  3. Nocą mamy możliwość większego odczuwania siebie i wniknięcia w swój wewnętrzny świat...W dzień jest to o wiele trudniejsze, kiedy chwile samotności są bardzo rzadkie lub nie ma ich wcale...Jednak w nocy czasem budzą się demony, które niszczą nas od środka...Ściskam Cię najmocniej Małgosiu i życzę słonecznego długiego weekendu:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, noc bywa także podstępna, bo czasem rzeczywiście zaciemnia jakąkolwiek jasność, tę w nas samych tlącą. Uściski najserdeczniejsze Genevieve i udanego odpoczynku :))))

      Usuń
  4. Małgosiu, często cumuję na Twojej stronie choć ostatnio mniej komentuję, mniej piszę u siebie. Trismus mnie dopadł i mocno trzyma, czekam na przebudzenie. Cały czas jednak zauroczona jestem Twoją prozą i Twoimi fascynacjami. Cyprysy i topole zakupione, czekają na otwarcie strony pierwszej. Serdeczności przesyłam, Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominiczko, wierzę, że przebudzenie przyjdzie, na pewno. Mam nadzieję, że 'Cyprysy i topole' Cię zachwycą i uchwycisz tam wiele kadrów wartych zapamiętania w sobie. Ściskam Cię ciepluteńko!

      Usuń