środa, 20 lipca 2011

Odpryski życia


Jak zamienić kawałek węgla w kostkę czekolady? Jak poczuć słodszy smak rozpuszczającej się codzienności na chropowatym podniebieniu życia?
Na razie wszystko rozpuszcza się w kałużach deszczu, krople rozbijają się na milionowe cząsteczki jakby roztrzaskał się podniebny żyrandol wprost z fabryki Swarovskiego, każdą kryształową łzą wypłukując kurz spomiędzy szczelin i szparek, w których skryły się ziarenka gorczycy, porzucone w biegu troski, zagniecione skrawki albo gałganki z kurczącego się płaszcza ochronnego, gdzie śpi głuche echo szyderczego chichotu, odpryski mijających dni. Tak, jak w ziemię wbiły się odpryski potłuczonych zniczy, bezkształtne kawałki roztrzaskanej przez kogoś tablicy na grobie mojej Babci, jak dotarła do mnie roztrzaskująca wiadomość, że koleżanka ma stwardnienie rozsiane.
Jak pozostać niewzruszonym wobec takich wybryków i wyroków? Jak wzmocnić własną, z lichego materiału zrobioną, konstrukcję?
Nową tablicę można zamówić, znowu boleśnie wyryć na niej datę śmierci ostrym dłutem rozgrzebując własny ból i poczucie straty. Od nowa licząc kolejny rok, kolejny deszcz, który rozmyje krwawiącą ranę, zmyje cień Jej odejścia wypłukując go spod moich powiek, jak wypłukiwał powoli, z każdym dniem, przejmujący błękit z Jej oczu.
Ale jak zamówić nowe życie?
Ściskam w dłoni kawałek węgla patrząc na czarne smugi spływające pomiędzy palcami.
Czuję się doszczętnie przemoknięta.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz