Szansa Baumgartnera

(...)
Kiedyś wypowie mój język, że dotyk jej dłoni
W mojej nie zwątpi o tym, który nie potrzebuje
Światła ani ciemności, którego rana wyschnie
I uwolni swoją dłoń, jej dotyk w mojej. Mógłbym
Jej zadać tę, która by nie była moją, ale bez niej
Ile razy musiałbym całkiem sam umierać.

fragment wiersza Macieja Niemca z tomiku "Stan nasycenia
seria poetycka Zeszytów Literackich


Baumgartner schodząc do piwnicy, wchodzi w ciemność. I choć mogłaby się zdawać obramowana kształtem znajomego mu pomieszczenia, to jednak usuwa spod jego stóp pewność kolejnego kroku. Nieoczekiwany brak światła wytrąca go z codziennej rutyny. Wyzwaniem staje się zanurzenie w tej obejmującej wszystko ciemności, jakby wchodziło się nieporadnie w objęcia nagle pojawiającej się starości. Ciemność zmusza go do zwiększonej uważności. Jej bezkresna obecność obejmująca wszystko, wyostrza zmysły, ale tez odbiera złudzenie kontroli. Możliwości ostrzejszego widzenia. W ciemności nic się nie kończy, nie ma żadnych konturów, nie ma twarzy, ani błędów, ani utraconych, bliskich nam osób. Nie widać nieporadności, niefortunnie ustawionego kubka na rogu stołu, porzuconych pod łóżkiem kapci, zgubionych w kieszeni płaszcza kluczy do domu, niewyczuwalnych już dla naszych dłoni kształtów. W tej zasłonie nieobecności rzeczywistość traci swoją wagę. Zacierają się granice pamięci, jakby jaźń zlewała się z tym, co bezpowrotnie utracone.

Baumgartner szuka możliwości przywrócenia światła, nawet jeśli jej promień przywoła ból wciąż na nowo przeżywanego rozstania i naoczne potwierdzenie czyjejś nieobecność. Fragmenty życia, które powinny pozostać w cieniu: niedokończone, nieprzepracowane traumy powracają rozbłyskiem, gdy czas się rozmywa. I toniemy w tej metaforycznej przestrzeni, która dotyczy zarówno ludzkiej kruchości, jak i potrzeby sensu, porządku i jasności. Powrotu do codziennych czynności z jaką Baumgartner chwyta liczne wspomnienia, niczym kartki z jednodniowego kalendarza. Pojedyncze skojarzenie. Wypracowany przez lata rytuał. Zapiski z dziennika. Przywoływane stają się niczym codzienna ceremonia podtrzymywania pamięci o bólu, stracie, ale i ogromie wdzięczności za wszystkie doświadczone emocje i przeżycia. Za darowany czas we dwoje.

Przez pół roku nie rozpoznawał w sobie siebie samego, nie był istotą, którą znał i wypełniał sobą od dzieciństwa, żył w tymczasowej strefie zagubienia i irracjonalnych odruchów, rozchwiany psychicznie pokonywał kolejne dni, wynajdując sobie dziwaczne, impulsywnie podejmowane zajęcia. Nie tylko bębnił w maszynę Anny i produkował jakieś brednie, ale potrafił dwa wieczory strwonić na wyjmowaniu rzeczy z jej komody i wkładaniu ich tam (...) każdego zaś ranka przygotowywał dla niej kubek kawy, siadał przy stole ze swoim, i zanim upił pierwszy łyk, swoim kubkiem wznosił toast.

"Baumgartner" Paula Austera to spokojna medytacja nad ciałem, starzeniem, refleksja nad życiem i jego niespodziewanymi zwrotami zdarzeń. Jego pożegnanie.

Żyć oznacza odczuwać ból, powiedział sobie, a żyć w strachu przed bólem to zrezygnować z życia (...) ktoś, kto żyje tak długo jak on, może prosić o coś więcej ponad to? Szansa, żeby znów zacząć. Szansa, żeby powtórnie wykorzystać szansę i zmierzyć z żywiołem rzeczy tych dobrych lub złych, jakie mają nastąpić.

"Baumgartner" Paul Auster
wyd. Znak, Kraków 2025








 

 

Polecany post

Tak czyta się tylko raz

Najbliższy jest mi jednak Wojtek Karpiński tym, że jak mało kto dzisiaj  zachował zdolność podziwu i przyswajania sobie tego,  co p...