sobota, 17 czerwca 2017

Tomiki wierszy zakwitają na parapecie

Wczorajsze nagłówki gazet wyblakły w dzisiejszym świetle poranka. Zamilkły zagłuszone nowościami zbudzonego dnia. Nawet kawa smakuje rano inaczej. Łyżka miodu. Pocałunek. Spodnia strona życia czeka na dłoni jak kromka ciemnego chleba. W paryskim szyku Ci nie do twarzy. Przytulam się do rześkiego powietrza pachnącego miętą. Ostrym źdźbłem trawy wycinając długie korytarze milczenia wśród rozespanych ziół, by stopy poczuły wilgoć deszczu wsiąkającego w warstwę zgrubiałej skóry. Na dnie doniczki dopala się papieros. Twój oddech westchnienia nad cząstka świata obumierającego wraz z więdnącym kwiatem piwonii. Tracimy na ważności wobec otaczających nas zdarzeń. Patrzysz milcząco zza okularów. Na deszcz przenikający fakturę firanki w otwartym oknie. Jak tomiki wierszy zakwitają na parapecie.


Zapewne ktoś jednak rozmyśla o tym, czym jest dobro,
Nawet wtedy gdy jest za późno, żeby się pomylić -
Czy to wszystko było możliwe, nawet miłość, nawet
Całkowita samotność, ale dla kogoś innego, w innym życiu,
Nie tu, w tym małym mieszkaniu na osi przeciągu.
fragment wiersza Macieja Niemca 
z tomiku "Stan nasycenia"

2 komentarze:

  1. ...Tracimy na ważności wobec otaczających nas zdarzeń... jakos bardzo mnie to zabolalo, ale podobnie odczuwam...ciekawe

    OdpowiedzUsuń