niedziela, 3 lutego 2013

Na skórze nieprzeniknionego

Na skórze stóp rozproszenie dnia osiadło drobinkami zmęczenia. Spod ronda zataczającego krąg splatających się zdarzeń, ponad niedowidzącym wzrokiem horyzontu, wyglądam kolejnego przebudzenia. Wschodu słońca zarzucającego rozpromienioną sieć cieniutkich zmarszczek rozciągających się wokół mrużących się oczu, niczym siatkę w którą chciałoby się złapać kadry spadające z czarnych skrzydeł oddalającej się nocy.
Frywolność rozleniwionego uśmiechu złudnie przypomina papierową łódeczkę sunącą po gładkości niewypowiedzianych słów, po przyćmionej tafli uspokajającego się morza, zatapiając się w dopełnieniach przygasających wrażeń, układanych na dnie pudełeczka jak  układa się papierki od cukierków, wciąż przesycone słodkim smakiem zatrzymanym na podniebieniu kolejnego dnia. Uchwycenie chwil wznieconych pragnień, oczekiwań odnajdywanych za rogiem przeznaczenia.
Pocztówki z życia wysyłane na adres losu, bardziej lub mniej, przychylnego do odczytania listy marzeń. Codzienności prześlizgującej się pomiędzy uderzeniami zegara i klawiszy starej maszyny do pisania. Za okiennicami zbyt pospiesznie przewijającej się taśmy niezmiennego zatrzymania, w niemożności oderwania się od ciężkiej grudki ziemi trzymanej w zaciśniętej dłoni.  
Gasną żarówki wypełnione płatkami przebarwionych poranków. Przezroczystość rysunku kreślonego niepewnę ręką. Wełniany koc rozłożony na dachu niedościgłych wierzchołków otacza chłodem niespełnienia. Brodzę po kostki w snach nieprzyśnionych, dusząc się gęstością niewypowiedzianych słów. W oknie trzepocze firanka motylich skrzydeł. Przedwczesne przebudzenie.

Ale to otwiera coś innego. Wiem, chcesz powiedzieć,
Chyba to chcesz powiedzieć, Sylvio d' O., że
W żadnym języku świata nie ma już nic do powiedzenia.
(Ale jeszcze trzeba będzie próbować tłumaczyć,
nie tylko sny, i mówić o rzeczach, których nie było
nam żal, zapomnianych już wtedy, w ich czasie).
(...)
Może dopiero około pięćdziesiątki
Własne ciało zaczyna być porównaniem
Do pewnej ciągłości, czy zdołam znów w nim zasnąć -
Myśli na progu wielkiej liczby niepotrzebnych myśli,
Zszywa je jasnowidząca maszyna do szycia, singer
Mojej babci; - lub może zaczyna być
Czymś w rodzaju domu, który się odnajduje
Za późno, żeby w nim zamieszkać
Jeszcze raz od początku.

fragmenty wiersza Macieja Niemca
A później umrzeć na zawał w nowojorskiej  taskówce...
z tomiku "Stan nasycenia"
wyd. Seria Poetycka "Zeszytów Literackich", 2012

10 komentarzy:

  1. Ja mam dziś takie wielkie szczęście, że , jak się zdaje, spełni się moje marzenie dotyczące podróżowania i rozwoju! :-)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi cudnie. Mam nadzieję, że Twoje pisanie będzie wciąż tak nieprzeniknione, a wzbogacone dzięki zapiskom z Twoich podróży nowymi ścieżkami :) Serdeczności!

      Usuń
  2. Marzenia...kim byśmy bez nich byli? Małgosiu, życzę Ci, aby los był dla Ciebie zawsze bardzo przychylny i odczytywał bezbłędnie Twą listę marzeń. Ucałowania:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Genevieve, niech się spełniają nam wszystkim :) Ucałowania :))

      Usuń
  3. Małgosiu, niechaj te sny nieprzyśnione snem łagodnym przejdą w poranne nieprzebudzenie, niech drzemią wśród południowej codzienności, fantazją popołudnia oczy mamią i do wieczornego marzenia Cię przybliżą. Ściskam sennie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominiko, jakże pięknie ujęłaś to poranne nieprzebudzenie słowami unoszącymi się ponad snami. Uściski spod przymkniętych powiek próbujących dotknąć rozmarzenia :)

      Usuń
  4. Pocztówki z życia, Twoje są takie, że chciałoby się je magnesikami przyczepić i czytać, czytać, słowami się delektować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Zatrzepotały z radości nad Twoimi słowami i fruną do Ciebie :)) Serdeczności!

      Usuń
  5. dziekuje za wizyte ;-) wchodze tu czasami i chce zlikwidowac moj blog, ale jakos nie moge , czekam na odpowiedni moment - sciskam cie mocno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zlikwidować? Proszę, nie. Uwielbiam koronki Twoich słów i myśli tak zwinnie i z finezją się splatające. Przychodzą czasem refleksje, mnie samej już kilkakrotnie, żeby zlikwidować bloga, ale potem to mija, ktoś lub coś dodaj skrzydeł, nachodzi pragnienie podzielenia się jakimś zachwytem i piszę dalej. Poczekaj. Przeczekaj. Nie likwiduj "pastelowych godzin", bo u Ciebie ten czas się zatrzymuje i wcale nie chce się go wprawiać w ruch, po prostu trwać z zamyśleniu, poddać się oczarowaniu. Ściskam Cię najserdeczniej.

      Usuń